Tajemnice przyjaźni: o równowadze energii i słyszeniu drugiej strony


Mało zjawisk jest w życiu równie przyjemnych i równie pozbawionych dotkliwych skutków ubocznych, jak posiadanie prawdziwych przyjaciół. Pomagają oni zarówno w trudnych momentach, jak również umilają szczęśliwy czas. Prawie każda osoba zna to uczucie, gdy po spotkaniu z przyjacielem nabiera nowej energii do życia, a większość spraw widzi w jasnych barwach. Gdy przypominamy sobie najlepsze chwile z przeszłości, bardzo często byli w nich przyjaciele, gdy fantazjujemy o przyszłości, pojawiają się tam również.

Jednocześnie, na co zwróciłem ostatnio uwagę, w rozwoju osobistym relatywnie mało uwagi poświęca się pracy nad tym obszarem. O ile temat związków damsko-męskich jest tu mocno eksploatowany i większość uczęszczających na szkolenia osób ma przynajmniej jedno takie doświadczenie za sobą, o tyle temat przyjaźni jest najczęściej traktowany po macoszemu, dokładnie tak jak związki zupełnie poza światem rozwoju – “to powinno po prostu działać”, “nie ma co kombinować i dywagować na ten temat”, “nie ma co komplikować rzeczy prostych”, a jak “nie umiesz sobie poradzić bez szkoleń to i szkolenia Ci nie pomogą”. W przypadku związków widać wyraźnie mankamenty tego myślenia – na dobry związek składa się mnóstwo złożonych procesów, niesamowitych nieraz gier i zapętleń między partnerami, a różne wzorce wyciągnięte z domu, poprzednich związków czy kultury uczącej jak nasza płeć powinna się zachowywać, najczęściej w tym nie pomagają. Obserwując kłótnie związkowe, totalnie wypalone wieloletnie relacje, czytając informacje o ilości zdrad czy dowcipy o małżeństwach – wiadomo, że jest z czym pracować. Ogrom tej pracy czasem niejednokrotnie wykonać zanim wejdzie się w związek, by w ogóle do niego doprowadzić.

Podobnie jest z relacjami przyjacielskimi. Gdy mówię o pracy nad sobą w tym zakresie nie chodzi mi tutaj o proste złote myśli typu “uśmiechaj się, rozdawaj wizytówki i kupuj prezenty jak jesteś na wyjeździe”, ale o rzetelną obserwację blokad, swoich dysfunkcyjnych zachowań, nawyków i obaw w przyjacielskich relacjach. Kiedy rozmawiałem na ten temat z wieloma osobami, zwracali uwagę, że jest to faktycznie temat fascynujący, głęboki i wymagający pracy i przyznawali, że przed tą rozmową prawdopodobnie nigdy nie zapisaliby się na szkolenie uczące “jak mieć przyjaciół”, gdyż uznali by to za bezwartościowe lub wręcz żenujące. Każda osoba z którą rozmawiałem, czegoś żałowała w związku z przeszłością i przyjaciółmi, a dzisiaj jakąś sprawę rozegrałaby inaczej. Czasem chodziło o proste błędy w zarządzaniu czasem i priorytetami w kalendarzu, czasem o nieświadomość własnych potrzeb i tego, co jest naprawdę dla kogoś ważne, a czasem o odtwarzanie dysfunkcyjnych relacji z rodzinnego domu i poważne błędy.

Będę więc na ten temat pisał więcej w najbliższym czasie. W tym konkretnym artykule chciałem zwrócić uwagę na częste zjawisko, gdy jednej osobie o wiele bardziej zależy na “przyjaźni” od drugiej. Co do tego, czy jest to wtedy faktycznie przyjaźń mam pewne wątpliwości.

Nie ma najmniejszych komplikacji czy wątpliwości w sytuacji, jeśli obie strony intensywnie poczują do siebie chemię i nie będą tego ukrywać. Wtedy pogłębienie kontaktu, dalsze sposoby spędzania czasu i delektowanie się relacją wydarzają się naturalnie.

Jednocześnie zdarzają się sytuację, gdy przyjaźń dojrzewa wraz z czasem, mimo braku mocnego uderzenia na początku. Zdarzają się sytuacje, gdzie potencjał jest od razu, lecz obie osoby nie okazują tego zbyt mocno – czasem z uwagi na powściągliwe cechy charakteru, a czasem na skomplikowany kontekst sytuacji. Zdarzają się też takie, gdy obie strony czują do siebie pewne przyciąganie, ale jest sporo rzeczy, które im utrudnia zbliżenie się (np dawne osobiste traumy, obawy przed odsłonięciem, tłumiona energia seksualna czy gniew za jakieś sytuacje z przeszłości) – wtedy aktywna praca psychologiczna na relacji może całkiem szybko doprowadzić do przyjaźni z miejsca, które znajdowało się dużo dalej. Jednocześnie ciężko mi sobie obecnie wyobrazić, by dwie osoby poszły razem do coacha lub terapeuty, by wspólnie pogłębiać swoją przyjaźń – już w przypadku związków zdarza się to zbyt rzadko. Opcja ta na ten moment wydaje się być zarezerwowana dla osób posiadających odpowiednie narzędzia rozwojowe i wystarczająco odważnych, by popracowac nad tym w bliskiej relacji.

Jednocześnie zdarza się czasem pewna kłopotliwa sytacja, którą również wiele osob przeżyło przynajmniej w jednej z ról, gdy jedna osoba usilnie, czasem wręcz natarczywie, zabiega o bliską relację, podczas gdy druga nie jest tym zainteresowana, starając się wtedy najczęściej subtelnie to zasygnalizować, niejednokrotnie bez skutku. Subtelnie, gdyż danie komuś miłemu, kogo generalnie się lubi, znać, że nie chce się z nim przyjaźnić tak mocno jak on to sobie wyobraża, jest jednym z najbardziej kłopotliwych tematów w naszej kulturze, porównywalne chyba tylko z poinformowaniem kolegi, że śmierdzi. Nawet odmowa wejścia w związek z zauroczoną osobą jest o wiele łatwiejsza, gdyż można wszystko wtedy zrzucić na inne gusta seksualne i chemię, zainteresowanie kim innym lub choćby skłamać, że ma się już partnera. W przypadku związku, gdzie domyślnie większość zakłada monogamię i pewną dozę magii w dobieraniu się w pary, takie wyjaśnienie nie jest jeszcze aż tak potencjalnie raniące.

Całe zjawisko może wydawać się dziwne, gdyż najczęściej prawdziwa przyjaźń, oparta na mówieniu i słuchaniu, zakłada mniej więcej równoważną wymianę energetyczną (oczywiście nie znaczy to, że osoby mówią zawsze podobne ilości słów). Jeśli ktoś nie rezonuje z tym, co wysyłamy odpowiednio mocno, i nie ma odpowiednio intensywnej i głębokiej wymiany, pewnego flow (dla każdego może to oznaczać co innego – na przykład dla mnie jest to przede wszystkim doświadczanie intymności w relacji) – to teoretycznie nie powinniśmy mieć ochoty się z nim przyjaźnić i problem się nie tworzy. Jest jednak kilka mechanizmów, które mogą to zaburzyć.

Po pierwsze, jedna z osób może miec ogromne deficyty emocjonalne (dzieciństwo i brak korektywnych doświadczeń później) i chcieć za wszelką cenę zakleić jak najszybciej wszystkie te dziury. Osoba z tymi potrzebami może próbować budować mnóstwo bliskich relacji, jednak z uwagi na dostrzeganą przez wszystkich natarczywość, odstrasza ich roszczeniowością czy ogromem żadań i wpada tym samym w błędne koło niezaspokojenia potrzeb.
Zamiast widzieć kogoś jako człowieka, z którym ma się lub nie ma się ochoty zaprzyjaźnić z uwagi na jego cechy, postrzega się go wtedy jako obiekt do zaspokajania potrzeb, który trzeba zdobyć. Uniemożliwia to wtedy normalny, międzyludzki kontakt i nic dziwnego, że nie jest się w stanie skalibrować emocji drugiej strony, ani nawet wyłapywać odmownych sygnałów.

Po drugie, jeśli druga osoba ma wyjątkowo silną energię (np. atrakcyjność, pieniądze, pewność siebie), a tym bardziej jesli jest mniej lub bardziej publiczną osobą – staje się wtedy pewnym obiektem projekcji, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ludzie wtedy bardziej chcą się zbliżyć do pewnej ikony, po to, by odegrać jakiś teatrzyk z obiektem z dzieciństwa, a nie, by poznać jaki ktoś jest naprawdę i zbliżyć się do niego.

Mimo tego ze daleko mi do bycia wielką gwiazdą, z uwagi na popularność w pewnych kręgach doświadczyłem już nieraz właśnie takiego iluzorycznego kontaktu z kimś, kto starał się do mnie zbliżyć, a tak naprawdę relacjonował się ze swoją projekcją ojca. Doświadczyłem sytuacji, gdy ktoś mówi bez przerwy nie zwracając na mnie uwagi, a potem opowiada jak wspaniałe było spotkanie, podczas gdy moje wrażenia były zgoła inne. Bycie w tej sytuacji budzi irytację albo litość i mimo współczucia w patrzeniu na problem i potrzeby takiej osoby ostatnia rzecz na świecie, jaka przychodzi do głowy to chęć na zaprzyjaźnienie z nią, gdyż jest zwyczajnie zbyt męcząca. Ewentualnie jeśli odpowiada Ci układ (w analizie transakcyjnej nazywa się to grą w “wieśniaczkę”) gdy jedna osoba dominuje, a druga ją podziwia, możesz w nim pozostać, tylko nie warto mylić tego z przyjaźnią.

Doświadczyłem również kilka lat temu sytuacji odwrotnej, gdy wydawało mi się, że chce się z kimś zaprzyjaźnić z uwagi na to, jak go postrzegałem, a gdy miałem okazję poznać go bliżej, zauważyłem, że zwyczajnie nadajemy na innych falach i mamy potencjał co najwyżej na bycie kolegami. Często bowiem zaprzyjaźnienie traktujemy podświadomie jako sposób na przejęcie cech (nieraz iluzorycznych) drugiej osoby i stanie się nią (niczym kanibalizm w wielu kulturach).

Te same mechanizmy oczywiście tycza się związków – również występują nieraz rażące nieporozumienia (łatwiejsze, gdyż w relacjach damskomęskich występuje nieraz więcej blokad i ambiwalencji, co sprawia, że kalibracja jest trudniejsza), gdy jedna osoba dość mocno naciska na stworzenie seksualnej i partnerskiej relacji, mimo iż druga nie ma na to ochoty i w relacji nie ma w ogóle odpowiedniej energii. Gdyby osoba zabiegająca była świadoma, prawdopodobnie nie chciałaby sama tworzyć relacji na takim gruncie. Ponownie tutaj ogrom niezaspokojnych potrzeb i projekcja swoich marzeń o księciu i księżniczce na Bogu ducha winną osobę potrafią zaburzyć komunikację z rzeczywistością. Szczególnie kobiety opowiadały mi nieraz (prawdopodobnie dlatego że mnóstwo mężczyzn ocenia je głównie po urodzie) jak denerwującym doświadczeniem jest to, gdy ktoś chce rzekomo z nią być i ocenia jako ideał, a jednocześnie nie ma zielonego pojęcia o tym, kim ona tak naprawdę jest. Otrzymywanie podziwu z poczuciem, że nie jest się tak naprawdę widzianym, po jakimś czasie staje się raczej smutne. Szczególną odmianą są skrajne wersje obsesji, łączonej nieraz ze stalkingiem – gdy mężczyzna z jednej strony uwielbia kobietę i czyni z niej główny cel swojego życia, a z drugiej ignoruje jej podstawowe potrzeby, takie jak rozrywkę, wolność czy poczucie bezpieczeństwa.

Tak jak w przypadku związku, ciężko jest się najczęściej pogodzić z tym, że ktoś nie chce się z nami zaprzyjaźnić i do akcji wchodza wtedy różne mechanizmy obronne, które mogą obwiniać drugą osobę za brak takiej chęci i sugerują, że coś jest z nią nie tak (swoją drogą, to mogą być często te same emocje, jakie czuło się do osób będących pierwowzorami tych projekcji). W świecie rozwoju osobistego następuje nawet nieraz pełne żalu wezwanie do pracy nad sobą w tym temacie.

Będzie to kompensacyjna reakcja na, niesłuszne najczęściej, wrażenie. Wrażenie, że to, że ktoś nie chce się z nami przyjaźnić, oznacza, że coś jest z nami nie tak. A najczęściej nie oznacza – po prostu nadajecie na innych falach i potrzebujecie poszukać sobie przyjaciół wśród innych osób. Oczywiście jeśli sytuacja się powtarza i zupełnie nikt nie chce być Twoim przyjacielem – to warto się nad sobą zastanowić.

Istnieje też opcja, że jedna strona faktycznie nie jest w stanie stworzyć bliskiej relacji. Czasem z powodu egocentryzmu i niemożności realnego skupienia się na potrzebach drugiej strony – wtedy warto się zastanowić, czy aby na pewno chcesz z nimi budować relację. A czasem z powodu unikającej reakcji na pojawiające się obawy i blokady – wiele osób po prostu obawia się bliskiej relacji i woli trzymać ludzi na dystans. Z małym natężeniem unikania da się uporać odpowiednią rozmową, przy większym raczej polecana jest praca ze specjalistą.

Podsumowując – jesli usilnie chcesz się z kimś zaprzyjaźnić, a on nie odpowiada na Twoje wezwania, zastanów się, czy na pewno chodzi Ci o tę osobę i czy ją w ogóle tak naprawdę znasz i szanujesz jej potrzeby. Postaraj się zachować większą uważność w tej relacji i pogódź się z tym, że być może ona nie będzie chciała być z Toba tak blisko jakbys sobie to wymarzył. Jeśli masz zdrowe poczucie wartości i nikogo tam nie projektujesz, nie będzie to aż tak bolesne. W innym przypadku – wróć do pracy nad sobą. Możesz oczywiście przeprowadzić otwartą rozmowę na ten temat, jeśli się nie boisz związanych z tym emocji – jest szansa, że okaże się, że jej reakcje były unikające, a w głębi duszy marzy o zaprzyjaźnieniu się z Tobą.

Takie rozmowy, niezależnie od ich wyniku, są okazją do niesamowicie głębokiej i świadomej pracy na swoich relacyjnych wzorcach. Przeprowadzenie ich kilku może nauczyć Cię więcej o głębokich relacjach niż cała reszta życia.

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.