Duchowy odjazd


Wyobraź sobie uzbrojonego rycerza, który wbiega do miasta w religijnym szale. Natchniony łaską swojego Boga, gotów dać się zabić za przekonanie, że jego religia, której twórca z miłości poświęcił się za całą ludzkość, jest najlepszą religią świata. To uprawnia go przecież do tego, by zabijać każdego mężczyznę, kobietę i dziecko, którzy żyją w tym mieście nie szanując jedynego prawdziwego Boga. Światło, które widział w snach, głosy, które słyszy, krzyż, który ma na tarczy – to wszystko niezaprzeczalnie nakazuje mu walczyć z nieprzyjaciółmi wiary. A to wczorajsze widzenie Ducha Świętego, który mówił by oczyścić ziemię z nieprawości i dawać sobą najlepszy przykład…

Takie zachowanie dzisiaj już uznajemy za patologię (choć są oczywiście kraje na świecie, gdzie praktykuje się to nadal), natomiast tego rodzaju podejście, połączone na szczęście z mniejszą nieco agresją, zdarza się wszędzie tam, gdzie pojawia się rozwój duchowy.

W artykule tym chciałem opisać trudne zjawisko, które z uwagi na to że rozwój duchowy staje się coraz bardziej popularny (a nie rośnie wprost proporcjonalnie liczba dobrych nauczycieli mogących bezpiecznie prowadzić taką ilość ludzi), będzie prawdopodobnie zdarzać się coraz częściej, podobnie jak w zachodnich krajach. Osoby, które mają taki etap za sobą, dość często ubolewają, że w czasie odjazdu nie było nikogo, kto byłby w stanie ich obudzić w odpowiednim czasie – kto wie, może taką rolę dla kogoś spełni ten artykuł.

“Duchowy odjazd” to, krótko mówiąc, taki rodzaj skutku praktyk duchowych, którzy wiąże się ze zdecydowanym pogorszeniem się poruszania po normalnym, “nieduchowym” świecie i/lub bardzo często prowadzi do krzywdzenia innych ludzi. Dla rozróżnienia – zupełnie czym innym jest tzw “duchowy kryzys” – z angielskiego “spiritual emergency” – który charakteryzuje się m.in. lękiem, cierpieniem, poczuciem zagubienia i chęcią zmiany tego stanu – a w związku z tym – szukaniem pomocy (to bardzo ciekawy temat na zupełnie inny artykuł). W tym, co rozumiem jako “duchowy odjazd” bardzo ważnym elementem, który dodatkowo utrudnia wyjście z niego, jest silne przekonania o własnej racji i poczucie wyższości duchowej połączone nieraz z przemożną chęcią nauczania innych. Taka osoba ma wtedy poczucie, że jest ostatnią osobą z którą może być coś nie tak i to z niej powinni wszyscy brać przykład.

Duchowy odjazd może być nagły lub też może zacząć się powoli. W wersji nagłej osoba po zażyciu psychodelicznej substancji, zrobieniu intensywnej głodówki lub odosobnienia, serii długich medytacji, lub jakimś połączeniu poprzednio wymienionych nagle otwiera sobie dostęp do innych wymiarów. Zdarza się to także w wypadku traumatycznej sytuacji (wypadku, śmierci bliskiej osoby, rozdzieleniu z dzieckiem, gwałtu, wojny czy wyjątkowo bolesnym rozstaniu) kiedy osoba nie może poradzić sobie z cierpieniem, więc zwiększa ilość duchowych praktyk i tłumaczy sobie to cierpienie w karkołomny sposób. Czasem takie doświadczenie pojawia się też spontanicznie, bez żadnych specjalnych działań.

W wersji dłuższej wraz z praktyką duchową, medytacjami, rytuałami, zdobywaniem wiedzy – stan adepta powoli pogarsza się, gdyż wszystko czego się dowiaduje i co mu się przydarza interpretuje totalnie po swojemu, w sposób niezgodny z duchem przyswajanych nauk.

Nawet biorąc pod uwagę różnice jakie panują w różnych systemach duchowych na temat prawidłowego rozwoju, duchowy odjazd prowadzi do zaprzeczenia duchowych wartości praktycznie wszystkich nauk i jest doskonale widocznie dla niemal wszystkich prócz samego zainteresowanego. Zdarzają się nieraz sytuacje, gdy w pobliżu takiej osoby wszyscy porozumiewawczo patrzą na siebie z niedowierzaniem kręcąc głową, podczas gdy ona głosi nauki duchowe, których stosowanie nieodzownie doprowadzi do bycia na tak wysokim poziomie świadomości jak ona.

Przyczyny są generalnie dwie (i jak zwykle mogą się łączyć). Albo ktoś stosuje praktyki w nieharmonijny i przedawkowany sposób (spędzając za dużo czasu w odmiennych stanach, nie dawkując odpowiednio medytacji do swojego poziomu zaawansowania itd), albo ma osobowość na tyle niestabilną lub niedojrzałą psychologicznie, że wszystkie duchowe prawa i wglądy są używane jako mechanizmy obronne przed zmianą owej niedojrzałej osobowości. Tutaj, w nieweryfikowalnym i wieloznacznym świecie duchowym, szczególnie mocno obowiązuje zasada, że jeśli ktoś znajdzie mądre i głębokie wytłumaczenie na swoje patologiczne zachowanie, może się ono rozrosnąć. Jednocześnie gdy otoczenie będzie na to zwracać uwagę i nawoływać do normalnego zachowania, będzie się czuł jakby zmuszali go do świętokradztwa.

Zwłaszcza, że często samo doświadczenie, np przeżycie stanu mistycznego czy głębsze zrozumienie pewnych procesów może być autentyczne. Co innego jednak doświadczenie, a co innego jego interpretacja. Przykładowo, jedno z najczęstszych transpersonalnych doświadczeń – identyfikacja z Jezusem Chrystusem – może być pięknym i transformującym przeżyciem, jeśli potraktuje się je symbolicznie, szczególnie że zdarza się ono dość często podczas mocnych praktyk. Sam podczas jednego warsztatu miałem trzech uczestników, którzy doświadczyli takich przeżyć, niemniej nieoficjalny rekord padł podczas warsztatu Stanislava Grofa w Rio de Janeiro, gdzie takich osób było 6 naraz. Traktowanie tego jako ważne i wartościowe doświadczenie nie uprawnia jednak do podawania się za nowego Mesjasza i pisanie listów do prezydenta na temat współpracy, jak to zdarzyło się niejednemu schizofrenikowi.
Identyfikacja z całym Kosmosem i zrozumienie, że wszystkie istoty są na duchowej drodze nie musi mieć z kolei nic wspólnego z uznaniem, że te wszystkie istoty właśnie Ciebie wyznaczyły na swojego wybawcę, a te które tego nie rozumieją, zasługują na ostrą nauczkę.

Jak wiedzą doświadczeni nauczyciele duchowi, interpretacja odmiennych stanów jest jedną z najistotniejszych rzeczy w tej dziedzinie. W “duchowym odjeździe” interpretacje są niestety skrajnie egocentryczne (praktycznie każdy, kto tego doświadcza jest mniejszym lub większym wybrańcem) lub etnocentryczne (“my lepiej rozwijamy się duchowo niż oni, a więc…”).

Do tego (zwłaszcza w nagłych odjazdach) występuje przeciążenie poznawcze – najczęściej mocno nadaktywne staje się “trzecie oko”, co tłumacząc na język racjonalny oznacza wyjątkowo silne pobudzenie wizualizacji, skojarzeń, spostrzeżeń i zanik naturalnej selekcji bodźców, a to prowadzi do sporego chaosu w umyśle. U jednych przybiera on formy paranoiczne (niektórych prowadzi to do paniki i bardziej “spiritual emergency”, innych do agresji wobec urojonych ataków), u innych zwykły chaos podany w narcystycznym nieomylnym sosie, u jeszcze innych (najmniej szkodliwych dla innych) do zachwytu wszystkim i porzucenia działania w materialnym świecie… oczywiście do czasu aż skończą się pieniądze lub też dopadną w końcu inne ignorowane problemy. Zanika zdecydowanie zdrowy rozsądek, który można uważać za papierek lakmusowy tego, czy ktoś już odleciał czy jeszcze trzyma się ziemi.

Zdaję sobie sprawę, że “zdrowy rozsądek” to bardzo nieostre określenie, że średniowieczny zdrowy rozsądek dziś bynajmniej zdrowy nie jest, i że prawdopodobnie jakieś prawdziwie duchowe zachowania mogą być sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Te same problemy wystąpią, jeśli będziemy próbowali go zastąpić słowem takim jak “umiar”.

Jednocześnie nie zauważyłem by jakiekolwiek osoby, zarówno rozwijających się duchowe jak również kompletnych laików, miały wątpliwości przy ocenie takich zachowań jak nazywanie niezgadzających się uczestników dyskusji pomiotem Szatana, płakanie i użalanie się jak bardzo świat przepełniony jest cierpieniem i jak bardzo trzeba z niego uciekać (oczywiście będąc najlepszym przewodnikiem w owej ucieczce), czy też olewanie cierpiących ludzi gdyż “taka jest ich karma”. Lub przepowiadanie przyszłości (które to przepowiednie potem kompletnie się nie sprawdzają), zanegowanie czegokolwiek poza medytacja i rozmowami z aniołami. W imię miłości “odjazdowcy” wyzywają i obrażają innych, ale nie widzą w tym nic złego, bo przecież oni są dobrzy i robią to z wyższego poziomu świadomości. Nawet gdy mają takie pomysły jak rozstrzelanie wszystkich niemedytujących ludzi w celu podniesienia świadomości planety. To ten sam mechanizm, dzięki któremu Krzyżacy podbijając Żmudź używali pseudoduchowych wyjaśnień w służbie swoich etnocentrycznych zachowań.

U niektórych podczas “odjazdu” włącza się również “nadaktywne gardło” czyli gadatliwość bez cienia słuchania innych, wrzucanie co chwila postów na fb o dość dziwacznej i niezrozumiałej dla innych treści oraz o długości porządnych artykułów. To często jedna z największych poszlak wskazujących na odjazd.

U bardziej odjechanych zdarza się namawianie kobiet do całowania się w celu podniesienia ich świadomości i otwarcia na tantryczną, świętą energię seksualności oraz manipulowanie w chwili gdy odmawiają, tłumacząc że są w związku. Za granicą występują się jeszcze gorsze rzeczy – np. gwałcenie uczestniczek szkolenia podczas “integrowania demonów”. Że już nie wspomnę o takich przypadkach jak Onoprienko – seryjny morderca któremu Bóg nakazywał czyścić świat czy też Charles Manson, którego chyba nie trzeba przedstawiać – a który swój światopogląd ukształtował mocno podczas podróży po LSD i ezoterycznych rytuałów, które w połączeniu z jego traumatycznym dzieciństwem i antyspołecznymi cechami stworzyły bardzo specyficzną mieszankę. Efekt można podziwać choćby na słynnym filmiku dostępnym na yt “Charles Manson Epic Answer”, w którym wyraźnie bawi się definiowaniem swojej osobowości. W dawnych czasach agresja z duchowością była połączona za pomocą takich instytucji jak inkwizycja lub kierownictwo krucjaty.

Takie rzeczy na szczęście zdarzają się już raczej rzadko. Chlebem powszednim jest raczej nadmierne chwalenie się, rozkazywanie, grożenie mającym inne zdanie. Ewentualnie posługiwanie się językiem, przez który kompletnie nie można dogadać się z innymi ludźmi. Używanie duchowych mechanizmów obronnych (artykuł o nich znajduje się TUTAJ ) w dyskusjach lub przecenianie medytacji i rozwiązywania nią problemów – kiedy ktoś ma jakikolwiek problem np kłótnia z sąsiadem lub przeciekający dach – remedium na to jest pozbycie się identyfikacji z ego – a fakt, że dla przeciętnego człowieka (nawet gdyby to było dobre rozwiązanie samo w sobie) to kompletnie poza zasięgiem – jest zupełnie pomijane. Generalnie, w przeciwieństwie do doświadczonych i zintegrowanych nauczycieli duchowych, którzy z psychologią są mocno zapoznani, o tyle odjazdowcy unikają jej jak ognia, a na wszystkie problemy remedium są rytuały i leczenie energią.

Wyjaśnienia paranormalne są używane kilkakrotnie częściej niż normalne. To klątwy, zła energia na ziemi, blokady z poprzednich wcieleń są odpowiedzialne za to, że zapomniałeś kupić masła. Za pomocą takich wyjaśnień można łatwo zaznaczyć swój status (i przy okazji nieźle nastraszyć, albo przynajmniej skonfundować rozmówcę) – w końcu jak powiesz komuś mimochodem przy obiedzie, że w jego rodzie przekazywany jest demoniczny skrypt, albo że w poprzednim wcieleniu był pedofilem lub że widzisz w jego przeszłości bolesne rozstanie, które wpłynęło na całe życie – jak on mógłby zaprzeczyć?

Z rzeczy mniej szkodliwych dla otoczenia, a bardziej dla użytkownika – może nastąpić takie wyparcie agresji, że osoba w pojednawczy sposób unika wszelkich konfliktów i daje sobą pomiatać – nie jest wtedy wbrew pozorom zadowolona, ale nie umie znaleźć wyjścia które nie byłoby podłączeniem się do “złej energii”. Wiele osób, którym nie załącza się skrajnie narcystyczna faza i dopuszczają korzystanie z innych nauczycieli – mogą wybierać skrajnie odjechanych guru-oszustów (o których dwa akapity niżej). Na zmianę wychwalają osoby, których twórczość wszystkich “nie-odjechanych” odstrasza bądź przeraża, po czym po paru miesiącach opisują wszystkim jak wielki to był oszust i fałszywy prorok, jednocześnie podając do publicznej wiadomości swojego nowego guru.

Czasem ktoś zauważa nawet swoje zagubienie na ziemi, lecz stanowi to często powód do dodatkowej chwały – w końcu ludzie mają tak niską świadomość, że nie doceniają wyższych istot. Zawsze można zrobić wtedy zbiórkę pieniędzy na zagubionego na plugawej planecie przedstawiciela aniołów – w końcu się należą, bo masz wysoki poziom swiadomosci.

I jest też skrajnie inny typ – który po ziemi porusza się dobrze, w wielu aspektach znacznie lepiej od innych, posiada wielką firmę związaną z pomaganiem ludziom i zaczyna prowadzić innych na drogę do oświecenia. Wtedy chciwość i chęć bycia samcem alfa zmiksowane z duchowymi doświadczeniami tworzą narcyza, który fantazjuje o byciu drugim Jezusem. Zastanawiać mogą tylko ataki agresji i blokowanie lub obwinianie osób, które ośmielą się mieć inne zdanie niż Mesjasz. Oraz brak zapytania biednej nieświadomej ludzkości, czy aby na pewno jest zainteresowana jego naukami. Im bardziej taka osoba będzie przebywać tylko w gronie jej fanów, separując się jednocześnie od feedbacku, tym większy z czasem zacznie stawać się jej odjazd.

W duchowym odjezdzie pomylone są często procesy wewnętrzne i zewnętrzne – gdy komuś potrzeba więcej miłości, projektuje to na cały świat i widzi wszędzie agresję oraz brak serca. Gdy potrzebuje uzdrowić i otworzyć swoją energię seksualną, zaczyna pragnąć orgii i uważa że brakuje ich każdemu. Gdy, w końcu, czuje potrzebę gruntownego przeobrażenia swojego życia i odcięcie się od starego “ja”, przychodzą mu często pragnienia rozdania majątku i ucieczki w inne miejsce (znane są również próby samobójcze jako sposób na śmierć ego). Wszystko jest bowiem – jak w doświadczeniu mistycznym – potężne i monumentalne, absolutne i obezwładniające.

Kiedy wychodzą z ukrycia wychodzą stare potrzeby seksualne, dominacyjne, życzeniowe czasem nawet masochistyczne,które do tej pory były tłumione najczęściej niedoświadczony człowiek nie ma szans by dopatrzeć się nawet w tak jaskrawych przypadkach jak powyżej czegoś złego. Po pierwsze to, co bylo tlumione i powstrzymywane przez racjonalny światopogląd, gdy jest nie jest już klasyfikowane jako coś złego, lecz ma duchowe piórka, nagle wyskakuje z wieloletniego ukrycia. Po drugie występuje mechanizm, który można wytłumaczyć poprzez analogię – podobnie jak samochód może nieźle sobie radzić przy pewnej prędkości i dopiero przy wyższych uwydatniają się jego wady, podobnie jak budowla z klocków może stać mimo lekko krzywych fundamentów i dopiero po osiągnięciu odpowiedniej wysokości owe fundamenty powodują zawalenie, podobnie człowiek po uzyskaniu dużo większej energii psychicznej za pomocą praktyk duchowych wyciąga na wierzch własne niedoskonałości. Różne katolickie strony takie właśnie procesy opisują jako niebezpieczeństwa duchowości (choć przeceniają ich częstotliwość i gdzie indziej widza przyczynę zła)

Pogubienie się w iluzjach może być o tyle prostsze, że czasem faktycznie (oprócz autentycznych duchowych doświadczeń) podczas duchowego odjazdu może się aktywować wiele nieużywanych do tej pory umiejętności – jak choćby wiedza o archetypach, dużo lepsza kalibracja i obserwacja innych lub bardzo silne stany emocjonalne, dzięki którym można łatwo wpływać na innych. Przy długotrwałym odjeździe zdarza się często z kolei ogromne naładowanie się wiedzą, co sprawia że taka osoba, cytując z pamięci mistrzów, staje się autorytetem dla wchodzących w duchowość, co sprawia że jeszcze bardziej przekonuje się o swej racji – w końcu inni jej słuchają (choć dochodzą tu zdecydowanie generalizacje przeceniające jak wielki jest ów wpływ).

Podczas duchowego odjazdu znamienne jest to, że osoba potrafi bardzo często doskonale rozumieć duchowe prawa, sentencje itd, ale nie umie ich zastosować we właściwym kontekście. Jest to więc utknięcie między drugim a trzecim etapie uczenia się (zapamiętanie-zrozumienie-użycie w typowym kontekście-użycie w nietypowym kontekście). Przypomina to osobę, która raz przejeżdża pieszego ruszając na pasach i mówiąc, że przecież trzeba jeździć dynamicznie, a po chwili skręcając w lewo zatrzymuje się bez sensu i blokuje ruch tramwajów wspominając o ostrożności. Sama wiedza i zrozumienie jak bardzo ostrożność i dynamika są ważne, nie oznacza implementacji tego w praktyce.

Nawet jeśli ktoś rozumie sens akceptacji i słynnego “nie lękajcie się”, nie oznacza to że każda sprawa potoczy się po jego myśli. Zrozumienie wagi miłości nie oznacza, by wydzierać się na ludzi którzy nie rozumieją tej jakże ważnej lekcji.

Podsumowując ten wątek, rozumienie wyrwanych z kontekstu rzeczy nie oznacza generalnie, że będzie się ich umiało użyć w kontekście.

Jak z takim kimś w ogóle się dogadać i przemówić mu do rozsądku?

Niestety w tym przypadku stwierdzenie “to jego proces i musi go przeżyć” nie jest wcale odjazdem duchowym. Najczęściej musi wydarzyć się określona ilość sprowadzających do rzeczywistości wydarzeń aż ktoś wybudzi się z iluzji i mała szansa, że będzie to akurat rozmowa z Tobą. Tak czy siak – warto spróbować i dołożyć swoją małą cegiełkę – im więcej będzie takich osób tym większa szansa że w końcu się ocknie. Kiedy już rozmawiamy, warto starać się mówić jego językiem. Nie negować duchowości samej w sobie, bo stracimy zupełnie kontakt z tym co dla niego najważniejsze. Najlepiej jeśli sami znamy się na duchowości i umiemy w modelu duchowym wskazać komuś jego błędy. Jednak nie radzę przesadnie żywić nadziei – w trakcie duchowego odjazdu pojawia się najczęściej tak silny element narcystyczny, że dana osoba i tak stwierdzi, że ma rację. Niestety, najczęściej przestaje również słuchać nawet nauczycieli, którzy mieli na nich dobry wpływ. Pół żartem, pół serio – w ostateczności pozostaje upicie delikwenta, alkohol ma bowiem właściwości wyciągające ze zbyt górnolotnych przeżyć.

A co jeśli sam podejrzewasz u siebie duchowy odjazd i akurat czytasz ten tekst?

Oprócz gratulacji z powodu samoświadomości, dodam Ci kilka praktycznych wskazówek.
Przyjrzyj się takim obszarom swojego życia jak seksualność, pieniądze, domowe obowiązki, kariera, relacje z bliskimi – zarówno jeśli są zbyt zaniedbane jak również gdy są zbyt eksplorowane. Zbadaj czy małżonek/małżonka jeszcze nie chce wyrzucić Cię z domu za ciągłe gadanie o oświeceniu, czy z kuchni nie wystaje sterta naczyń i czy Twoje dziecko jeszcze nie umarło z głodu (małe dziecko ma właściwości uziemiające gdyś trzeba przy nim wykonać wiele złożonych czynności i żadne duchowe dywagacje w tym nie pomogą). Zobacz czy czerpiesz radość z przyziemnego, ludzko-plemienno-ssaczego życia czy też wolisz opowiadać wciąż o chanellingach z mieszkańcami innych galaktyk.
I zadaj sobie pytanie, co tak naprawdę jest esencją duchowości, którą tak wyznajesz. Czy jest to rozmawianie z kosmitami, stosowanie godzinami nietypowych praktyk, poprawianie i pouczanie innych, gdy zachowują się nieświadomie? Czy może przeżywanie życia w tu i teraz, odpowiadanie na wyzwania jakie niesie i pomoc tym, którzy tego potrzebują. Odpowiedź należy już do Ciebie.

Jeśli chcesz uniknąć duchowego odjazdu, pamiętaj o tym, by oprócz duchowych praktyk rozwijać się również psychologicznie – jeśli zamierzasz naprawdę mocno zaangażować się w medytację, idealnie by było przejść własną psychoterapię po to, by ogromna ilość uwalnianej w czasie medytacji energii nie miała gdzie się przyczepić do niezintegrowanego dziecka złego na rodziców bądź uzależnionego od nich mentalnie. Zdecydowanie warto zgłębiać wiedzę o różnych duchowych pułapkach, które czyhają na drodze. A najważniejsze zdecydowanie (jeśli masz wyciągnąć jedno zdanie z tego tekstu – niech będzie to to zdanie) trzymanie się bardziej doświadczonej osoby – niekoniecznie musi to być oświecony mistrz (btw jeśli takiego znajdziesz to daj mi znać :), ale wystarczy by ktoś był doświadczony, radził sobie zarówno z duchowością jak i życiem codziennym. I by umiał poradzić sobie z wyzwaniami jakie mu dasz – pamiętam niestety jak dość znany polski nauczyciel duchowy rozłożył ręce, gdy zapytałem, co mam zrobić z pewne doświadczeniem.

Pamiętaj też, że jak zwykle duchowy odjazd lub jego brak nie są zerojedynkowe – nie jest tak, że albo zupełnie odjechałeś albo rozwijasz się doskonale. Występuje sporo stanów pośrednich pomiędzy. Sam, mimo że klasycznego odjazdu nie zaliczyłem, to miałem parę lat temu zachowania, które zdecydowanie były przesadzone i gdybym dalej brnął w tą stronę, zapewne nie napisałbym tego artykułu. Olewałem wiele codziennych czynności i tłumaczyłem to akceptacją, przedłużałem niepotrzebnie kontakt wzrokowy z ludźmi chcąc zmotywować ich do bycia w teraźniejszości i przesadnie dużo myślałem o podnoszeniu poziomu świadomości planety, za mało myśląc o działaniu, które jest realnie w moim zasięgu 🙂 Na szczęście, oprócz stałego wsparcia uziemiającej żony, dzięki pewnemu mocnemu doświadczeniu zrozumiałem, że dalsza ucieczka w odmienne stany świadomości to droga do nikąd, a najwięcej skorzystam integrując normalne życie. Ale wciąż pamiętam jak to jest być nieco zbyt mocno pogrążonym w duchowym świecie.

Natomiast ważne jest to, by pamiętać, że elementy duchowego odjazdu zaczynają się zdecydowanie daleko przed drzwiami szpitala psychiatrycznego i już wtedy warto coś z tym zrobić.

Wszystkim przeciwnikom rozwoju duchowego, którzy zabrnęli aż do tego momentu, jak również wszelkim początkującym – wyraźnie chcę podkreślić, że pisze tu o patologii w rozwoju duchowym, o niedokończonym procesie w którym taka osoba się zawiesiła, a nie o całym rozwoju duchowym. Istnieją mądre, pełne autentycznej empatii i troski, zharmonizowane z otaczającą infrastrukturą, zgodne z racjonalnym, dojrzałym psychologicznie poziomem sposoby realizowania duchowości. Tego każdemu życzę i każdego do tej drogi zachęcam.

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.