Wielkie pułapki rozwoju osobistego – część 2 – “Przerozwojowanie”


Nadszedł czas na drugą część artykułu o pułapkach rozwoju osobistego (pierwszą możesz przeczytać TUTAJ ) – dotyczy ona zjawiska stojącego po zupełnie drugiej stronie. Może dla wielu osób będzie ono mniej znajome, gdyż dotyczy małej grupy osób zetkniętych z ortodoksyjnymi odłamami tradycyjnej psychologii i pewnej grupy osób mocno uwikłanych w rozwój osobisty.

Tytuł podałem również w cudzysłowie, gdyż samo słowo mogłoby sugerować, że mam na myśli po prostu zbyt dużą dawkę rozwoju osobistego czy też terapii (inna bowiem nazwa jaką słyszałem na to zjawisko to “przeterapeutyzowanie”) – jednak chodzi tu o natężenie pewnych rozwojowych, często terapeutycznych strategii bez równowagi w postaci pozostałych, co prowadzi do sporych problemów. Praktycznie żaden model terapeutyczny nie jest aż tak bardzo skupiony na tym, co nie działa. Większość osób nie mając jednak wystarczającej wiedzy o terapii myśli, że polega ona tylko na tym, że terapeuta cały czas uderza w czułe punkty i zwraca uwagę na to, co klient ma dziecinnego, przestarzałego, nieadekwatnego do sytuacji, oraz dochodzi do tego, skąd się to wzięło. Nawet w psychologii procesu czy transpersonalnej, gdzie na porządku dziennym bywają klienci tarzający się z krzykiem po ziemi podczas wspominania dzieciństwa, równie ważne miejsce zajmują procesy z pozytywnymi uczuciami, pełne zasobów i skupiające się na tym, co działa dobrze.

W przeciwieństwo do “pozytywnego myślenia” rzadko kiedy trenerzy głoszą wprost tak ekstremalne porady. Z tego co zaobserwowałem, najczęściej wynika to z samodzielnej, przesadzonej interpretacji pewnych słów trenera, modelowanie jego faktycznego działania (niezależnie od tego, co mówi) lub skupienie na praktykach z książki. Oczywiście brak bezpośredniego kontaktu z uczestnikiem powiększa takie możliwości, dlatego częściej może się to zdarzać przy prowadzeniu dużych grup ludzi (i z tego powodu warto informować uczestników, że w razie wystąpienia takiego syndromu warto skonsultować się z trenerem).

Tradycyjnie zacznę od tego, co w “przerozwojowaniu” jest dobre i co może w nim zadziałać. Faktycznie, wiele problemów jest bardzo skomplikowanych i sięga wczesnego dzieciństwa czy nawet dalszych pokoleń, wymaga też długiej pracy. Koncentrowanie się na swoich słabych stronach i badanie, co nie działa – jest podstawą rozwoju każdej organizacji i człowieka. Szukanie swojej odpowiedzialności w konfliktach również znacznie poprawia jakość życia i relacji oraz pozwala dowiedzieć się o sobie bardzo ciekawych rzeczy. Jeśli chce się rozwinąć naprawdę mocno, to warto sporo pracować nad sobą, również poza gabinetem terapeuty i salą szkoleniową. Robienie tego, co jest trudne pomaga w rozwoju i jest niezbędne, jeśli chce się zostać ekspertem.

“Przerozwojowanie” działa dość dobrze na osoby naturalnie skupione na celu i działaniu, widzące swoje mocne strony – również (a może szczególnie) u tych osób przez jakiś czas jest dobrym remedium po pozytywnym myśleniu. Również, z tego co widziałem, ma niezły wpływ na osoby z lekkimi lub średnimi cechami narcystycznymi (przy mocnych niestety zaburzenie przejmuje górę i robi z przerozwojowania kolejny powód swojej wyjątkowości).

Krótko mówiąc – działa to dobrze wtedy, kiedy komuś przyda się lepsze poznanie słabych stron.

Pobudka z “przerozwojowania” niektórym zajmuje więcej czasu niż z “pozytywnego” myślenia”, gdyż w przeciwieństwie do “PM”, które jawi się często jako infantylne i życzeniowe, “przerozwojowanie” sprawia wrażenie czegoś bardzo głębokiego, jak filmy które się źle kończą lub filozofowie, którzy zwracają uwagę na problemy ludzkiej natury. Niestety, podobnie jak można źle zakończyć słaby film (co często dzieje się w horrorach klasy C), a filozof może okazać się zwykłym narzekającym pesymistą, tak samo “przerozwojowanie” powoduje de facto więcej problemów niż korzyści.

Widząc jak wiele osób niepotrzebnie męczy się w ten sposób, postanowiłem opisać główne pułapki tego syndromu. Mam nadzieję, że niejednej osobie skróci to cierpienia.


1. CIĄGŁE SKUPIENIE NA TYM, CO NIE DZIAŁA

Ludzie wkręceni w “przerozwojowanie” traktują każdą sytuację jako okazję do sprawdzenia co u nich nie działa, na co są zablokowani, co mają jeszcze do przerobienia i jakie pojawiają się u nich negatywne historie (przekonania, poglądy) czy emocje.

Gdy idą na imprezę, badają blokady nie pozwalajace im się w pełni bawić, gdy skaczą na bungee – lęk przed śmiercią, gdy czytają książki – poprawiają szybkie czytanie i blokady na wizualizacje, podrywając drugą płeć myślą o strachu który wciąż jeszcze czują. I o ile nie ma nic dziwnego w tym, żeby zrobić któryś z takich eksperymentów, to przesadą jest ich natężenie na godzinę.

Jak zauważyła to Ela Bukowińska, jedna z uczestniczek wielu szkoleń, rozwój osobisty może doprowadzić do stanu, w którym zauważasz tylko to jak wiele rzeczy u Ciebie nie działa i jak wiele potrzebujesz ich osiągnąć, na czele z ilością szkoleń, które musisz jeszcze odbyć. To taka rozwojowa wersja wyścigu szczurów, z tym że pieniądze, akademickie wykształcenie, władza i stanowisko w korporacji zostaje zastąpione różnymi rozwojowymi wartościami, które mogą się różnić – od psychologicznych, przez ezoteryczne, biznesowe czy nawet rozciągnięcie w jodze.

Ponieważ ilości rozwojowych kanałów, w tym narzędzi służących do pomiaru i usprawniania życia człowieka jest ogromna, skazuje to tak naprawdę człowieka na wieczną tułaczkę po zakamarkach swojej psychiki i zastanawianie się – co jeszcze muszę zrobic by móc już wreszcie odpoczać (i zapomina się jaki jest cel tego całego rozwoju).

Nawet jeśli zajmiemy się tylko badaniem wpływu przeszłości na nasze obecne zachowanie – takie poszukiwanie może trwać miesiącami i latami – przyjrzenie się każdej problematycznej sytuacji w naszym życiu (oczywiście oprócz biografii mogą dojść historie rodzinne, archetypy itd) to naprawdę nie jest robota na dwa dni.

Pewnej osobie zdarzyło się wejść w ten mechanizm nawet podczas oglądania filmów rozwojowych na youtube – tak bardzo zwrócił uwagę na mnóstwo rzeczy, które do tej pory robił źle, że załamał się jeszcze bardziej i o ile wcześniej jakoś dawał sobie radę, to gdy załączyło się mu “przerozwojowanie” – przestał.

Doszło już do tego, że niektórzy ludzie mają wyrzuty sumienia, gdy robią coś nierozwojowego (jesli kiedykolwiek sie na tym złapałeś – radzę uważać) i tłumaczą się nawet z tego, że dobrze się czują, zastanawiając się, czy nie mają z tego powodu pychy albo wyparcia. Brzmi dziwnie? Niestety, widziałem to zbyt wiele razy by zwalić to na pewne indywidualne skłonności.

“Spacer? Idealnie – jest czas, by zastanowić się co w moim życiu nie działa i jak mogę to przerobić.” – myśli sobie typowa ofiara “przerozwojowania”.

To wszystko może dobrze działać na początku rozwoju, gdy wielu ludziom przyda się uświadomienie ogromu możliwości, jakich do tej pory nie widzieli. Nieźle potrafi działać przez jakiś czas na energicznych i działających sporo ludzi, ponieważ pomaga im to (w odpowiedniej dawce) usprawnić działania, które i tak bez problemu podejmą.

Natomiast jeśli trafimy na osobę, która już z natury się mocno zamartwia i ciężko jej dostrzec swoje mocne strony, potrafi to zrobić katastrofę z jej życia emocjonalnego.

Dlatego jedną z przydatnych wskazówek jest przerabianie tylko gdy mamy konkretny cel, konkretne działanie, które ma zostać w ten sposób usprawnione.

Rozwój osobisty powinien życie ułatwiać, a nie utrudniać – i to motto warto wziąć jako klucz do niewchodzenia w tą pułapkę. Jeśli jest odwrotnie – to coś nie gra 😉

2. UZALEŻNIENIE I POWIĘKSZENIE ZABURZEŃ

U wielu osób, które uprawiały intensywną pracę nad sobą pojawiły się poważne problemy wynikające z owego hobby. U niektórych z nich pojawiały się symptomy uzależnienia – pracowali nad sobą po kilka godzin dziennie, kwestionując swoje przekonania i wchodząc w emocje, często bez żadnych widocznych problemów – po prostu dla sportu i niejasnego poczucia, że tak trzeba. Niejednokrotnie czuli się źle, gdy nie mogli się terapeutyzować i robili to również na imprezach. Jak przy każdym uzależnieniu – powodowało to krótką ulgę, ale później pojawiał się przymus, by popracować nad kolejnym przekonaniem.

Ponieważ było to prawie zawsze robione bez nadzoru (a doświadczona osoba, patrząc z boku na sytuację zdecydowanie mogłaby wychwycić pułapkę, w którą wpadali), najczęściej zabierali się nie za to, co trzeba. Zdanie przypisywane Einsteinowi – że umysł, który stworzył problem nie może go rozwiązać – chyba nigdzie nie ma takiego zastosowania w amatorskiej autoterapii.

I tak oto osoby z cechami narcystycznymi używają następnych przerabianych rzeczy jako sposobu na udowodnienie sobie po raz kolejny, że są wspaniali, skoro tyle nad sobą pracują i przerobili tak ciężkie kwestie. Osoby z domieszką kompulsyjnych wpadają w pętlę, w której okazuje się, że mają mnóstwo rzeczy do przerobienia, co sprawia że znajdują w sobie coraz to kolejne rzeczy, które nie działają. Osoby z cechami zależnymi z kolei nie wyobrażają sobie dnia bez pracy nad sobą ich ulubioną metodą. Jeszcze inne osoby będa ciągle przerabiać i załamywać się, że nic się nie poprawia – nie może, skoro podstawowe napędzające to przekonanie “muszę przerabiać, bo coś ze mną nie tak” pozostaje nietknięte.

Ci, którzy mieli już dość odjechane podejście do świata, stosują na sobie przedziwne metody i pracują z bardzo nietypowymi sytuacjami, powiększając jeszcze swój brak kontaktu z resztą ludzi. Ci, którzy mieli problem z emocjami, ich wyrażaniem i zarządzaniem nimi, potrafią skupiać się tylko na sferze mentalnej, próbując jeszcze bardziej odseparować się od emocji. Z kolei, ci którzy chcieliby tylko słuchać serca, a umysł traktują jak najgorszego wroga, stosują techniki, które doprowadzają ich do jeszcze większego konfliktu z racjonalną częścią. Ludzie, którzy stracili już radość życia na rzecz wypełniania obowiązków, rozwalają historie o konieczności zabawy, a dziecinni hedoniści zamiast wydorośleć i wziąć się do roboty, coraz mocniej pozbawiają się ostatnich więzów łączących ich z rzeczywistością. Ci, którzy dostają ostrą i bolesną krytykę, zamiast popracować nad tym, co do niej
doprowadziło – przerabiają przejmowanie się innymi ludźmi, klasyfikując ich jako hejterów bijących mistrza.

Przypomina mi to sytuacje, gdy pracowałem sporo z podejściem mężczyzn do relacji damskomęskich i zauważyłem, że prawie każdy facet pracuje nad tym, co ma już całkiem nieźle rozwinięte, a pomija totalnie to, z czym na prawdę ma problem. Przetestosteronowani wciąż uważali, że muszą wzmocnić męską energię, nie widząc braków w serdecznym zachowaniu i budowaniu zaufania. Ci z kolei, którzy byli zbyt ciepli, zamiast wzmocnić swoją siłę, pracowali nad tym, by móc jeszcze bardziej wspierać kobietę. Przeintelektualizowani racjonaliści wciąż chcieli czytać kolejne dawki informacji o mózgu kobiety, zamiast zacząć robić coś spontanicznego. Z kolei wariaci, których randki wyglądały jak filmy przygodowe, nie mogli zrozumieć, że wiele kobiet jest już tym przemęczona i chciałaby jakiejś bliskości – starali się jeszcze bardziej ukreatywniać swoje randki.
W łagodniejszej wersji “przerozwojowania” pracuje się na powierzchownymi przekonaniami, które wprawdzie są przerabiane, ale na głębszym poziomie nie zmienia się praktycznie nic. Ewentualnie zdarza się uzależnienie od jednej metody i próbowanie rozwiązywania wszystkiego za jej pomocą.
Ciężko się jednak robić to dobrze bez odpowiedniego przykładu – nawet pewien trener zachęcający ludzi do wielogodzinnego przerabiania mimochodem wspomina w trakcie szkolenia, że od przerabiania historii o seksualności stracił zdolność do erekcji… Nie widział jednak nic dziwnego w zachęcaniu do podobnej pracy innych.
Moja krótka rada – jeśli pracujesz nad sobą od jakiegoś czasu i nie widzisz efektów, masz wrażenie, że kręcisz się w kółko – udaj się do specjalisty, kogoś, kto się zajmuje tym od lat. Nieświadomą niekompetencję ciężko jest obejść i próba rozwiązywania problemu czasem może go powiększyć. Czas, który w ten sposób zaoszczędzisz, prawdopodobnie będzie więcej wart niż stawka owego specjalisty.


3. ZBYT DUŻY STRES I PRZEMĘCZENIE EMOCJAMI

Przy mocnym zaangażowaniu w przerabianie, ludziom mylą się czasem proporcje strefy komfortu i strefy poza nią.
Oczywiście bez wychodzenia poza strefę komfortu ciężko się rozwinąć i ci, którzy osiągnęli sporo w jakiejkolwiek dziedzinie musieli nieraz, nie dwa i nie sto to robić. Jednocześnie warto pamiętać, że naturalnym i zdrowym stanem psychicznym człowieka jest właśnie przebywanie w owej strefie komfortu i to integracja, powrót do strefy komfortu jest tym, co doprowadza do realnej zmiany.

Podobnie jak nie zrobi się dobrej sylwetki na siłowni ciągle harując bez chwili odpoczynku, podobnie nie można stworzyć harmonijnej psychiki jeśli nie daje się odpowiedniego czasu na integrację tylko bez przerwy robi się to, na co nie ma się ochoty. Ciągłe mierzenie się ze stresującymi zadaniami działa tak samo jak każdy stres na organizm.

Pewien uczestnik wielu szkoleń postanowił zrobić sobie hardcorowa pracę nad sobą i po tygodniach ciągłego zmuszania się do rzeczy, których nie lubił, lub które go męczyły w imię pracy nad sobą, odezwały się w nim spore problemy żołądkowe. Gdy postanowił udać się do lekarza (dobrze, że nie próbował przerabiać dalej…), doktor stwierdził, że jest to typowy objaw życia w bardzo stresującym środowisku. Jak to?! Przecież się rozwijał! Organizm tego mężczyzny nie wiedział jednak niestety, że jego właściciel tylko “robi misje” i “przerabia”, tylko reagował jak na normalny stres.

Różnie bywa też z osobami, które wchodzą w związek z niekochanym partnerem po to, by ćwiczyć akceptację, trenują cierpliwość wytrzymując w pracy, której nie cierpią, czy całymi dniami zmuszają się do przypominania sobie najgorszych chwil w życiu po to, by się od nich uwolnić. Chodzą do ludzi, których nie lubią po to by przepracowywać cienie czy nawet celowo robią głupie rzeczy wśród swoich kolegów, po to by doświadczyć prawdziwego odrzucenia. Zdarza się również branie zbyt dużych dawek psychodelików, do tego w trudnych warunkach, po to, by zmusić się do konfrontacji z jak najsilniejszymi negatywnymi doznaniami (co nawet wg zwolenników terapii psychodelicznej jest fatalnym pomysłem). W rozwoju duchowymi z kolei ludzie potrafią doprowadzić się do silnego spięcia spowodowanego skupieniem na medytacji, próbą bycia ciągle świadomym i krytykowaniem się za chwile nieświadomości.

Zjawisko to występuje również w uwodzeniu, kiedy to ludzie zmuszający się przez lata do pochodzenia do ładnych kobiet, zaczynają czuć ogromną ulgę w chwili, gdy dają sobie prawo do niepodchodzenia i orientują się jak wielką krzywdę sobie wyrządzali przez cały ten czas.

Oczywiście negatywne emocje to normalny efekt robienia pewnych ćwiczeń, uświadamiania sobie pewnych niefajnych rzeczy, czy czasem trwająca ciut dłużej konfrontacja terapeutyczna. Wszystko ma jednak swoje granice – człowiek przez większość czasu powinien być w swojej strefie komfortu jeśli chce się czuć dobrze i tylko raz na jakiś czas (racja, że dla każdego inny i można się w tym wyćwiczyć– ale jednak każdy tą granicę gdzieś ma) robić wypady na nieznany teren. Równowaga, równowaga, równowaga!

Jeśli od pracy nad sobą w Twoim życiu jest więcej ciężkich emocji niż przyjemnych chwil – to wiedz, że coś się dzieje.

Rozwój osobisty ma życie ułatwiać…


4. ODPOWIEDZIALNOŚĆ NA SOBIE ZA WSZYSTKO I BRAK DAWANIA SOBIE PRAWA DO LUDZKICH ODRUCHÓW

W rozwoju osobistym występuje piękne generalnie zjawisko, że zamiast, jak większość ludzi, ciągle przerzucać odpowiedzialność na świat zewnętrzny, rozwojowcy zaczynają rozumieć, że dużo rzeczy jest w ich rękach. Już nie rząd, szef, szkoła, iluminaci, kosmici, moja była są odpowiedzialni za moje niepowodzenia. Już nie Ferrari, seks z modelką, książe z bajki, wygrana w totolotka albo zmiana rządzącej partii politycznej da nam szczęście.

Tutaj pojawia się zrozumienie, że to ja jestem odpowiedzialny za moje życie, a Ty za Twoje. Jeśli nawet rodzice zepsuli Twoje wychowanie, a szkoła zmarnowała Twoj czas – od Ciebie zależy co z tym zrobić. Podobnie z uzyskaniem szczęścia – coraz większa jest świadomość tego, jak wiele można zrobić własną pracą, jak wiele dawnych przekonań odpuścić, jak wiele reakcji emocjonalnych przepracować i zmienić, jak bardzo zmienić zupełnie wygląd własnego życia.

Niestety, również tutaj rozwój osiąga nieraz ekstremum – i niektórzy biorą na siebie odpowiedzialność również tam, gdzie zdroworozsądkowo byłoby ją przesunąć na zewnątrz.

Niektórzy starają się np interesować wszystkim i zamiast zlecać robotę fachowcom, uważają za ujmę na honorze by nie robić czegoś samemu, niezależnie czy to marketing, czy grafika czy księgowość. Inni nie reagują na chamskie zachowanie innych osób i nie stawiają im żadnych granic, tłumacząc to swoją reakcją na to i nieprzerobieniem relacji z rodzicami, a jako stan idealny wyobrażają sobie sytuację, w której nie reagują emocjonalnie na nic.

Niestety takie sytuacje szczególnie często pojawiają się, gdy do gry wchodzi rozwój duchowy. Możliwości, które sa w nim ukryte sprawiają, że wielu ludzi nakłada na siebie absurdalne i nadludzkie oczekiwania zachowywania się jak mistrzowie (pomijam tu wątek, czy aby ci mistrzowie nie są czasem oszustami) od razu, na początku duchowej praktyki, pomijając ogromne ilości ćwiczeń, które Ci mistrzowie robili. A czasem nawet lepiej – dążąc do zupełnego wyparcia gniewu w chwili gdy, wg podań z których czerpią, nie udało się to nawet Jezusowi.

Ponieważ jednak takie potrzeby jak wyrażenie gniewu, pożądanie, chęć spełniania swoich pragnień nie sa tak łatwe do usunięcia (w buddyzmie np stosuje się bardzo zaawansowane praktyki by transformować te popędy w inne, bardziej korzystne), doprowadza to do tłamszenia siebie i gigantycznej nieautentyczności. Wiele osób wyobraża sobie duchowego mistrza jako osobę która niczego nie chce, nigdy się nie denerwuje, nie boi się niczego, a do tego nie wyraża z tego powodu zbyt intensywnych emocji. To sprawia, że niektórzy z jednej strony upodabniają się do schizoidalnego zaburzenia osobowości, w którym się naprawdę niewiele czuje i wyraża, z drugiej mają do siebie ogromne pretensje za to, że nie potrafią sie zachowywać jak ideał. Do tego, tak jak podczas każdego duchowego odjazdu, mają na wszystko mądrze brzmiące hasła, które same z siebie, gdy ktoś nie rozpozna ich jako racjonalizacji, są naprawdę uczące i ciężko się nieraz z nimi nie zgodzić.

Ci, którzy nie wchodzą w duchowość, najczęściej nie mają aż tak skrajnych wymagań do siebie, ale nadal może im się zdarzać wymaganie ultraracjonalności i adekwatności swoich zachowań do sytuacji (zupełnie pomijając konstrukcję naszego mózgu, bardzo długi czas jaki spędziliśmy w starych schematach, szkodliwy wpływ środowiska – czyli te rzeczy, których akurat nie możemy kontrolować)

Ciekawą odmianą jest też ciągłe odwlekanie przez niektórych działań biznesowych – czekają bowiem aż ich wizja i plan tego co chcą robić będą idealnie sprecyzowane, aż w ich intencjach nie będzie ani jednej nieczystej (odrobinka chciwości, udowodnienie komuś czegoś czy zwykła chęć pojechania za te pieniądze na wakacje odpada, trzeba po prostu bezinteresownie zbawiać świat). Co ciekawe takie osoby prawie zawsze mają problemy finansowe. Ale oczywiście to nie jest problem – można go przerobić – w końcu święty Franciszek nie miał pieniędzy.
Wspominałem już coś o równowadze? 🙂

Do tego jest anonimomowy autorytet wewnętrzny, który każe przerabiać. Bo tak.

Jeszcze by się okazało, że jesteś szczęśliwy mając coś nieprzerobione.


5. FIKSACJA NA PRACY WEWNĘTRZNEJ ZAMIAST DZIAŁANIA

Ten punkt przypomina nieco poprzedni, ale polega na czymś nieco innym – nie chodzi tu o przenoszenie odpowiedzialności, ale o nacisk na pracę wewnętrzną i działanie w świecie zewnętrznym.

O ile bardzo często (rzekłbym nawet – najczęściej) faktycznie dużo lepiej od zmuszania się do działania wbrew emocjom jest przyjrzenie się swojemu nastawieniu, przepracowanie przekonań, uwolnienie emocji i generalnie praca wewnętrzna – o tyle przy “przerozwojowaniu” proporcje są totalnie przesadzone.

Ludzie zamiast stworzyć stronę internetową miesiącami przepracowują lęk przed krytyką, czekając aż zmaleje do zera, zanim napiszą specyfikację strony. Zamiast podejść do obcej kobiety i zobaczyć jak będzie, przełamując strach – pracują nad sytuacjami z podstawówki i relacją z matką. Zanim pójdą na imprezę, gdzie jest ich były i po prostu przeboleć dyskomfort z tym związany, zostają w domu i pracują nad sobą aż nie będą czuli nic.

Można to zjawisko rozumieć trochę jak odwrotność “pozytywnego myślenia” – tam nie dbano w ogóle o pewne emocje, tutaj skupienie na nich jest tak duże, że nie można nic wbrew nim zrobić.

W skrajnych przypadkach wygląda to tak, że zamiast wziąć się w garść i pójsć do pracy, ktoś przerabia miesiącami swoją gotowość do niej, tonąc jednocześnie w długach. Zamiast poprawić interpersonalne relacje i pojść na impreze, ktoś próbuje taki stan wywołać sobie za pomocą hipnozy i ćwiczy to przez długi czas.

Czyli – zamiast podjąć konkretne, czasem bardzo krótkie i szybkie, choć nieprzyjemnie działania, osoba potrafi długo męczyć się z psychiką po to by ta nieprzyjemność zniknęla. Mimo teoretycznego mocnego wzięcia odpowiedzialności za swoje uczucia, najczęściej polega to na paradoksalnym oddaniu odpowiedzialności – zamiast podjąć silną decyzję i zrobić coś nieprzyjemnego, osoba pracuje i czeka aż nastanie magiczny moment, gdy zacznie nagle lubić coś, czego nie lubiła (oczywiście gdy zrobi się to w odpowiednim kontekscie jest to zdrowa i skuteczna praca nad sobą). Często łączy się to z przyjściem do coacha/terapeuty, by ten przepracował tak naprawdę za nich problem, aż im się zachce tak jak im się nie chce.

Sam przyznaje się z przykrością, że kilka lat temu, w okresie fascynacji duchowością, gdy drzwi w łazience wypadły mi z zawiasów, co skutkowało że przy niemal każdym złapaniu za klamkę spadały na łapiącego (cierpieli na tym głównie goście), traktowałem to jako test na akceptację rzeczywistości i trening uważności. Gdy w końcu, po paru tygodniach (!) zrozumiałem absurd takiego postępowania, naprawiłem je w niecałe 5 minut. I to jest dobre zobrazowanie całego tego punktu i pułapek jakie ze sobą niesie.

6. PRZEMOC TERAPEUTYCZNA

Skoro trzeba przerabiać, to bardzo łatwo można z takiego przekonania u kogoś skorzystać. Czasem świadomie – wtedy to już bardzo ostra manipulacja, czasem nieświadomie – wtedy to najczęściej mechanizm obronny jakiegoś rodzaju.
O przemocy terapeutycznej już się wypowiadałem w TYM NAGRANIU , dlatego dodam tutaj krotko – jest to takie wykorzystanie wiedzy psychologicznej i zauważenia czyjegoś słabego punktu, które pomaga nam tak naprawdę osiągać nasze cele. A ponieważ “trzeba przerabiać” – nasza ofiara jest wtedy bardzo podatna na manipulacje, gdyż jeśli się sprzeciwi – straci status rozwijającej się osoby. Trick banalnie prosty, ale działa na gigantyczną ilość osób, dla których tak pojmowany rozwój jest wielką wartością.

Wtedy można komuś nie zapłacić (w końcu ma problem z przywiązaniem do pieniędzy), zdradzić żonę (niech przerobi lęk przed porównywaniem się z innymi i przywiązanie do swojego modelu związku – a jak będzie chciała się zemścić – niech przerobi prymitywną chęć odwetu), zwyzywać kogoś (niech przerobi oczekiwania do innych). Mam wymieniać dalej?
Wszystkim ofiarom przemocy terapeutycznej polecam szczerze przerobić niechęć do bardzo silnego i pewnego stawiania granic innym ludziom. Nie musisz się rozwijać, przerabiać i rezygnować z tego, co chcesz w imię rozwoju. To zawsze Twoja decyzja.


7. NIEPOTRZEBNE KOMPLIKOWANIE PSYCHIKI

O ile sprowadzanie ludzkich problemów do paru kotwic i słabych nawyków, a ciężkich zaburzeń osobowości do paru nieadekwatnych przekonań jest bardzo dużym nadużyciem (często niestety spotykanym) to warto zauważyć, że można przegiąć również w przeciwną stronę.

Sporo problemów może mieć bardzo proste rozwiązania, a “przerozwojowani” ludzie szukają niestety na siłę wyjaśnień, które brzmią jak pastisz, a czasem parodia teorii Freuda, Hellingera i Łazariewa razem wziętych.

I o ile widziałem nieraz sytuacje, w których np. ktoś kompletnie nie mógł pozbyć się uzależnienia od słodyczy, dopóki nie uwolnił emocji związanych z tragiczną śmiercią ojca w dzieciństwie (a potem chęć na słodycze nagle sama przeszła), to widziałem też zgoła odwrotne. Pamiętam jak ponad 6 lat temu, gdy jeszcze raczkowałem w rozwoju, byłem w stanie za pomocą paru sugestii pomóc przyjacielowi usunąć fobię na głęboką wodę, którą miała jego dziewczyna, za pomocą prostych kotwic. Zanim jednak to zrobił, poszli na wszelki wypadek do psychologów na wstępne konsultacje, słysząc od nich bardzo skomplikowane teorie na temat owych fobii i słysząc o dość pokaźnych sumach i długim czasie, który ta terapia zajmie. A wystarczyło 10 min desensytyzacji, by fobia zniknęła.

Podobnych przypadków jest sporo nawet w literaturze psychologicznej – mi utkwił w pamięci człowiek, który po awansie i zmianie biura nagle zaczął fatalnie pracować. Wielu terapeutów doszukiwało się w tym problemów z przyjmowaniem nagród, prowokowaniem odrzucenia, ewentualnie niechęci do zmian miejsca. Okazało się, że przyczyną był stojący przy jego drzwiach automat z piciem, który sprawiał, że kilkadziesiąt razy dziennie ktoś przeszkadzał mu w pracy i zaczynał rozmowę. Po usunięciu automatu wszystko minęło, podobnie jak w dowcipie o potworach spod łóżka, które przestają przeszkadzać, gdy obetnie się nogi od łóżka.

I o tym warto pamiętać – nie wszystkie problemy trzeba rozwiązywać pracując nad głębokim dzieciństwem, uwalniając traumatyczne wspomnienia czy pracując nad swoim drzewem genealogicznym. Czasem wystarczy prosty pomysł, by problem zniknął i się nigdy nie pojawił, czasem zwyczajne rozpisanie celów i skonkretyzowanie ich, by pojawił się wgląd. Życie jest już wystarczająco skomplikowane, by trzeba było robić to jeszcze bardziej.

PODSUMOWANIE

Te wszystkie problemy, jak pisałem już nieraz (ale nigdy nie zaszkodzi dodać po raz kolejny), są efektem błędnego podejścia i przesadzonej pracy nad sobą. Prawidłową pracę nad sobą można poznać po tym, że ułatwia ona życie zamiast je utrudniać 🙂

Przykłady w tekście są często dość jaskrawe (aczkolwiek każdy jest autentyczny) i problemy mogą w praktyce być nieco mniejsze. Jeśli zauważyłeś u siebie takie objawy, polecam coś z tym zrobić. Jeśli widzisz je u znajomego – podeślij mu tekst:) Na szczęście, w przeciwieństwie do “pozytywnego myślenia” nie musi zostać odrzucony – w końcu trzeba przerabiać, a ten tekst jest nawoływaniem do przerobienia największego z możliwych uzależnień.

Dla pełnej klarowności, za jakiś czas napiszę trzecią część cyklu – jak wygląda, dla odmiany, zdrowy rozwój osobisty.

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.