Podsumowanie roku 2013


Ponieważ uważam, że podsumowywanie roku wyciąga myślenie i emocje (które i tak się będą pojawiać, tyle że nieświadomie) na świadomy poziom, a także porządkuje umysł i wzmacnia ego – również postanowiłem takiego dokonać. Z początku chciałem je zrobić sam dla siebie i nie publikować nigdzie, ale gdy zacząłem robić wstępny szkic, pomyślałem, że ktoś może przecież na tym skorzystać – zainspirować się lub wyciągnąć jakieś konkretne strategie. Także jeśli komuś nie chce się czytać tego wpisu – w pełni to rozumiem, to podsumowanie moich osobistych spraw i nie musi to być dla nikogo ciekawe. Jeśli ktoś uważa, że jednak coś z tego wyciągnie – jest mi tym bardziej miło.

To, co dla mnie najważniejsze – to to, że kończę rok z poczuciem spełnienia – które nie wynika z tego, że osiągnąłem jakąś konkretną rzecz, ale że udało mi się zupełnie zmienić nastawienie do osiągnięć. Pod wpływem pracy nad sobą mocniej uświadomiłem sobie jak wiele wspaniałych osób jest dookoła mnie, jak wiele rzeczy posiadam, jak wiele prawdziwych ludzkich problemów już mnie totalnie nie dotyczy i że przez te wszystkie lata stałem się rozsądną, kochającą, pewną siebie, zabawną, odważną osobą, z którą naprawdę dobrze mi się żyje i z którą uwielbiam przebywać. To sprawiło, że zrzuciłem z siebie tak charakterystyczny w rozwoju osobistym, ale i w zachodnim świecie – pęd do gonienia za kolejnymi sprawami i osiąganiem kolejnych celów oraz po prostu osiadłem tu gdzie jestem. Co nie oznacza oczywiście rezygnacji z działania – mam wrażenie że dopiero teraz mogę w pełni rozwinąć żagle bez tej gonitwy planów i pomysłów. Ale jest to teraz rzecz drugorzędna.

Dojrzałem pod kątem dwóch tożsamośc,i które są dla mnie teraz tym, co nadaje duży sens mojemu życiu – męża i ojca. Jeśli chodzi o męża – to zarówno na poziomie dosłownym – po latach narzeczeństwa zdecydowaliśmy się z Magdą na konkretny termin ślubu i wesela w 2014, jak również na poziomie wewnętrznym – ten rok był bardzo ważny dla naszego związku. Uczyliśmy się balansować o wiele lepiej między różnymi rolami – Kochanków, Rodziców, Partnerów, Współpracowników, Współlokatorów, Mentorów, przepracowaliśmy mnóstwo rzeczy, które ciągnęły się za nami latami i ściągneliśmy sporo iluzji jakie w naszym związku były. Mimo iż wielu znajomych od naszych pierwszych dni razem wróżyła nam wesele i wspólne dzieci, że ogromna ilość ludzi uważała nas za świetną, czy wręcz idealną parę (co było zdecydowanie sporą przesadą :), a pytania o wspólne szkolenie ze związków dostaję regularnie – czuję, że dopiero w tym roku sytuacja doprowadzała nas nieraz do mierzenia się z realnymi problemami, w których – koniec końców – udawało nam się ustalić odpowiednią równowagę MY w stosunku do obu JA. Pracując z kolei sporo z klientami nad kwestią związków, w których tematami wiodącymi były w tym roku zdrady i rozstania, widzę jak ciężką rzeczą jest dogranie dwóch inaczej wychowywanych osób innej płci w jeden harmonijnie działający organizm i cieszę się, że mam na tyle szczeście, by żyć ze świadomą kobietą, która jest w stanie wiedzieć że nie ma czasem racji i pracować nad uzdrawianiem każdego problemu.

Jako ojciec również dopiero teraz załapałem dokładnie na czym ta funkcja polega, uświadomiłem sobie moc i wagę tej roli oraz to, że jest to świętość sama w sobie i opieka nad życiem w czystej postaci. Wcześniej miałem jakieś dziwne poczucie, że nie jest to do końca wystarczające, aby być szczęśliwym człowiekiem i że ojcostwo stanowi tylko pewien dodatek do życia. Nauczyłem się mnóstwo konkretnych kompetencji związanych z opieką nad dzieckiem, poznałem w praktyce tajniki motywowania, pokazywania konsekwencji, uczenia i wszystkiego co związane z psychologią dziecka, ale to co mnie cieszy najbardziej to złapanie harmonii w roli ojca, opiece i budowaniu relacji ze swoją córeczką i kultywowaniu w tym swojej męskości i serca. Otwarciu się w pełni zarówno na płynącą miłość jak i atawistyczne poczucie spełnienia, które jest odczuwalne cały czas.

To był mocny rok pod kątem terapeutycznym, chyba w żadnym innym roku tyle nie pracowałem nad sobą, szczególnie z innymi specjalistami – było ich przynajmniej sześciu, z czego dwójka regularnie. O ile tak duże i szybkie przełomy we własnej pracy jak pod koniec roku zdarzały mi się już w 2008 i 2011 roku, o tyle tak ogromnej regularnej pracy jeszcze nie było. Zmierzyłem się z paroma rzeczami, które od lat wydawały mi się bardzo trudne – np skok na DreamJump – czyli bardziej drastyczną wersją bungee czy też samotna podróż przez amerykańską pustynię. Z zadowoleniem stwierdzam, że nie był to efekt kompulsyjnego ulepszania siebie – im bardziej szczęśliwy jestem, tym bardziej widzę, że aktualizacja swojego podejścia weszła mi krew tak jak zmywanie czy odpisywanie klientom na maila – jest po prostu odpowiedzią na bieżącą potrzebę jaką niesie życie.

To był również mocny rok pod kątem biznesowo-szkoleniowym – nigdy nie osiągnąłem wcześniej takiej popularności, bym musiał robił 2 dodatkowe edycje szkolenia The Root z uwagi na ilość chętnych. Przyzwyczaiłem się też do kompletów miejsc na szkoleniach (to była dla mnie nowość) i do pełnego grafiku do sesji indywidualnych (to już się zdarzało, ale cieszę się, że poziom się ustabilizował). Odbyłem w tym czasie 115 dni szkoleniowych (z pewnością rekordowo jak dla mnie) i tradycyjnie około 700 godzin pracy indywidualnej. To oczywiście miało przełożenie na zupełnie nowe finansowe standardy.

W pracy zdarzyło mi się kilka bardzo interesujących klientów z problemami, których do tej pory nie spotykałem. Zawsze chętnie się takiego zadania podejmuję i podobnie było teraz. Większość jednak przychodziła ze standardowymi problemami – co motywuje mnie bardziej do stworzenia produktów lub książek o tej tematyce – to pomoże większej ilości klientów, których na pracę indywidualną nie stać. Sporo początkujących coachów i trenerów zgłaszało się do mnie po różne rady, co pokazało mi, że wyrobiłem sobie juz pewną markę w środowisku.

Bardzo ciekawy rok miałem pod kątem relacji – poza właściwie jednym wyjątkiem zdecydowanie się polepszyły i pogłębiły, zwłaszcza w sferze biznesowej, gdzie poznałem sporo osób z którymi fajnie będzie (czy już jest) współpracować. W sferze prywatnej odtworzyłem kilka dawnych, ważnych dla mnie znajomości i coraz więcej zabawy czerpię z obcowania z ludźmi. Mocniej uświadomiłem sobie blokady, które w tej kwestii miałem (w młodości dwójka moich przyjaciół, niezależnie od siebie, tragicznie zginęła) i dużą część z nich przepracowałem.

Niesamowicie ważne było dla mnie założenie wraz z paroma bliskimi mi osobami klubów Futuro. Formuły dawniejszych klubów już nie mogłem dłużej znieść i miałem sporo obaw, czy aby na pewno otwarcie nowych klubów, według zasad które mi bardziej odpowiadają, jest w ogóle w moim zasięgu. Na szczęście wiele osób dochodziło do podobnych wniosków i dlatego udało nam się stworzyć razem projekt, który już na pierwszego Campa przyciągnął 100 osób, a rozkręca się z każdym kolejnym tygodniem. Tworzenie tak dużego projektu jest niesamowite i pomaga obcować z naprawdę wyjątkową energią, zwłaszcza że atmosfera w demokratycznym teamie jest bardzo miła.

Kolejna rzecz, z powodu której ten rok zapamiętam to otwarcie własnego ośrodka szkoleniowego. Wiązało się z tym sporo pracy, dużo więcej niż myślałem, niemniej jednak prowadzenie firmy szkoleniowej we własnym miejscu i przyjmowanie klientów we własnym gabinecie to zupełnie inne odczucie niż ciągła podróż po wynajmowanych lokalach. Do tego lokalizacja z dala od innych ludzi, nad jeziorem i z własnym ogrodem daje dużo większy spokój i harmonię przy prowadzeniu warsztatów.

Był to okres wielu małych drobnych sukcesów – pierwszy produkt po angielsku, przekroczony 1000 fanów na fanpagu, pierwszy występ w telewizji, pierwsze zaproszenie do prowadzenia zajęć z coachingu dla koła coachingu studentów psychologii oraz we wrocławskiej szkole coachów. To wszystko wskazuje mi, że jestem na dobrym kursie i wystarczy go trzymać.

Paru uczestników moich szkoleń weszło ze mną we współpracę i wyszkoliło się na tyle, bym mógł im zaufać i liczyć na nich przy szkoleniach. Rokuje to też bardzo dobrze na przyszłość, gdzie prawdopodobnie będzie się to wszystko rozrastać w sieć współpracujących ze sobą specjalistów złączonych przez podobną ideę. To, co mi się rzuciło w oczy to problemy, jakie pojawiły się u mnie z zarządzaniem teamem. Wiele skopiowanych automatycznie wzorców rodzinnych kompletnie się nie sprawdza i skłoniło mnie to do sporej rewizji tego, co wydawało mi się że wiem na temat bycia liderem. Często pojawiała się tuż u mnie zdrowa duma z osiągnięć uczących się u mnie osób, wielu też klientów trafiło do mnie z uwagi na bardzo dobre wrażenia ze współpracy z moimi podopiecznymi 🙂 To jest szczególnie fajne.

Z innych rzeczy, które w tym roku były dla mnie problemem – to początki inflacji ego po osiągniętym sukcesie zawodowym i finansowym. Zbyt szybko wpadłem na pomysł zaprzestania pewnych działań z uwagi na to, że “już nie trzeba”, zbyt mocno oczekiwania trzymania się cały czas na szczycie swoich mozliwości przeszkadzały mi działać, zbyt mocno też przywiązałem się do trwałości wspaniałych efektów jakie uzyskiwałem. Na szczęście uważność i branie feedbacku od różnych osób (szczególnie Magdy 🙂 oraz praca nad sobą ze specjalistami pomogła mi się z tego obudzić i spojrzeć na to bardziej racjonalnie.

Cieszę się bardzo, że po latach bezskutecznych poszukiwań w Polsce znalazłem osoby, które spójnie odbieram jako swoich mentorów i mogę z nim pracować, zarówno nad swoją drogą życiową i higieną psychiczną, jak również współpracować zawodowo przy pomocy im w kwestiach nad którymi się znam. Pod sam koniec roku, synchronicznie z radami Sitary, która ciągle powtarzała mi, bym znalazł starszych o wiele od siebie mentorów w Polsce, znalazłem osobę, która równiez przypadła mi do gustu i po Nowym Roku rozpoczniemy współpracę. Jestem coraz bliżej certyfikacji w szkole Stanislava Grofa, która to od dawna jest dla mnie moim celem zawodowym nr 1 – teraz zostało mi około połowy – kolejne z marzeń młodości coraz bliżej spełnienia.

Był to okres, w którym robiłem pierwsze duże inwestycje, do czego musiałem się przyzwyczaić. Widok znikających regularnie dużych sum z konta, zanim jeszcze pojawią się jakiekolwiek zyski, nie należy do przyjemnych – a nie mając tego doświadczenia wcześniej ciężko mi było to traktowac to jako zwyczajny okres przejściowy. Kolejne doświadczenie za mną 🙂

Udało mi się też całkiem miło popodróżować, co jest dla mnie bardzo ważne – oprócz Hiszpanii zobaczyłem wreszcie USA (oczywiście w małym kawałku) i sporo rzeczy które były dla mnie niesamowitym przeżyciem – Wielki Kanion, pustynie, wielkie góry, Sedonę, amerykańskie bary i kluby, strzelnice, ogromne międzystanowe drogi. Po latach marzenia o tym poleciałem też w końcu z Magdą i Polą do Grecji, gdzie solidnie wypocząłem kąpiąc się w śródziemnomorskim klimacie. Ponieważ jednak były to dużo przyjemniejsze momenty niż myślałem, to jednym z moich planów na 2014 rok jest więcej podróżować, nawet mimo ogromnych logistycznych trudności w podróży z małym dzieckiem. To mi się po prostu opłaca.

Mając sporo szkolących się osób u mnie, z czego kilku od lat – byłem w stanie pierwszy raz zobaczyć swoje procesy wtórne i błędy przy przekazywaniu wiedzy, co nie jest specjalnie przyjemne, lecz jest koniecznym warunkiem rozwoju. Z pewnością te rzeczy, które dostrzegłem będę poprawiał i następnym razem na pewno wyjdzie to inaczej – będę miał większą wiedze jak pewne typy osobowości reagują na pewne rzeczy (co jest dość ważnym tematem w rozwoju osobistym, zwłaszcza gdy nie z każdym masz indywidualny, stały kontakt) i na co ich uczulać.

Z rzeczy, które zaplanowałem sobie inaczej – nie wyszło mi przeprowadzenie szkolenia w Anglii (choc akurat było to niezależne ode mnie), nie zmobilizowałem się do napisania żadnej z planowanych książek (akurat tego nie żałuję, dopiero teraz czuję, że nadszedł na to czas). Zbyt mało robiłem swoich klubów NLP (tylko jeden przez cały rok), jak i jednodniówek w ogóle – co jest o tyle dziwne, że ta którą robiłem była hitem i świetnie się przyjęła. Zdecydowanie zbyt mało medytowałem – o ile praca nad sferą psychologiczną była moim zdaniem na 100% i nic bym w tym nie zmienił, o tyle praca nad sferą duchową mogłaby być bardziej intensywna. Zwłaszcza że gdy ostatnio do niej wróciłem, od razu czuję świetne efekty.

To są jednak dla mnie niewielkie minusy i ogólnie cały rok był dla mnie mega udany.

NAJWAŻNIEJSZE PLANY NA 2014

– więcej medytacji 🙂

– więcej podróży i spełniania innych marzeń

– większe skupienie na współpracownikach, pomaganie im, otwieranie ścieżek i korzystanie z ich możliwości

– trzymanie kursu w tych rzeczach, które idą mi dobrze

– utrzymać motywację Magdy do ślubu i wesela 🙂

Życzę wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu, aby Wasz rok był szczególnie udany i aby każdy dostał od życia to, co dla niego najlepsze!

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.