Pierwszy raz


Pierwsze mocne archetypowe doświadczenie jakiegoś rodzaju bywa szokiem. Jednym z jego efektów ubocznych jest gorsza umiejętność wyciągania wniosków i przywiązanie się do towarzyszących wtedy środków, zamiast do jego esencji.

Gdy ktoś przeżywa pierwsze zauroczenie w szkole podstawowej nie zdaje sobie sprawy, że to, co jest w tym procesie najpiękniejsze, to sam proces przeżywania pierwszego zauroczenia, a nie rzekoma perfekcja drugiej osoby, która już za parę lat będzie odbierana jako dziecinna (podobnie jak własne zachowanie). Zamiast to rozumieć, dzieci fiksują się często na osobie, przy której to przeżyły, muzyce, która im towarzyszyła, czy porze roku, jaka wtedy była na zewnątrz. Oczywiście naturalny jest pewien sentyment do tych czynników, ale warto pamiętać, że to w samym zauroczeniu tkwiło prawdziwe źródło uczuć.

Podobnie jest z pierwszą dojrzałą miłością, niesamowitym przebudzeniem, przy którym jeszcze nie wie się, że mogą być i następne. Ponownie łączymy nieraz to cudowne uczucie z konkretną osobą, drżymy, czy nie odejdzie i płaczemy po rozstaniu, bojąc się, że już nigdy niczego podobnego nie przeżyjemy. I jest nawet szansa, że nie przeżyjemy, jeśli oddamy odpowiedzialność za te chwile tamtej osobie.

Pierwszy stan mistyczny, który łączy nas z czymś większym niż my sami, zamiast zwracać uwagę na naturalny potencjał naszej świadomości, może wywołać niezdrowe przywiązanie do metody, którą stosowaliśmy, do religii, której wskazówkami podążaliśmy, do substancji psychodelicznej, która została przy tym zażyta, do nauczyciela, który wskazał nam jak tam zajrzeć, do nazwy Boga, którą przyzwyczailiśmy się go określać. I często powtarzamy te nawyki, nawet gdy są już niezdrowe, zamiast traktować je jak łódź, którą można przeprawić się na drugi brzeg, ale którą warto też porzucić na lądzie, bo będzie tylko opóźniać podróż.

Tak samo jest z każdym archetypowym doświadczeniem, którego nie znamy jeszcze na tyle, by móc je trafnie rozpoznać, gdy po raz kolejny pojawia się w naszym życiu. Zamiast rozpoznać przyjaźń, przywiązujemy się do cech, które ów przyjaciel miał lub do wina, które piliśmy razem. Zamiast rozpoznać zawodowy sukces, przywiązujemy się do nieaktualnych po chwili strategii, którymi je osiągnęliśmy, a zamiast rozpoznać jakiś ważny proces, który przeżywaliśmy, przywiązujemy się do filmu lub książki, która była nam wtedy bliska.

Dlatego przy każdym takim mocnym doświadczeniu warto się zastanowić, czy nie wyciągnąłeś mylnych wniosków – naszą tendencją jest nie zauważanie prawdziwej przyczyny, tylko koncentrowanie się na opakowaniu. A tymczasem to przyjaźń, miłość, dojrzewanie, podnoszenie się po porażce, odkrycie swojego powołania, uwolnienie się z ciężkiej sytuacji, poznawanie nowego miejsca lub wspólne tworzenie są tym, co dodaje życiu smaku.

Kolejną tendencją jest też przywiązywanie się do owych rodzajów archetypowych doświadczeń, zamiast do własnych umiejętności kreowania wyjątkowych sytuacji. Wtedy tęsknimy za miłością, przyjaźnią, dojrzewaniem lub poznawaniem nowego miejsca, zamiast zauważyć ich źródło – czyli siebie. Świadomie lub nie, ale stworzyłeś te wszystkie sytuacje, a im więcej weźmiesz za to odpowiedzialności, tym bardziej będziesz umieć je powtarzać.

I dzięki temu możesz pozbyć się cech zależnych, które w małym stężeniu ma większość ludzi, a w dużym występują przy zależnym zaburzeniu osobowości.

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.