Paradygmat kary a paradygmat konsekwencji


Kiedy chłopiec był w domu dotkliwie karany za mnóstwo swoich działań i edukowany wielokrotnie na temat konieczności karania złych zachowań, w pewnym momencie zaczął widzieć kary wszędzie, nawet w niezależnych od niego zdarzeniach, jak deszcz, niezapowiedziana klasówka lub choroba zakaźna.

Ponieważ nigdy nie tłumaczono mu intencji kar i nie wskazywano racjonalnie jakie jego działania powodują konsekwencje, ponieważ nigdy nie próbowano w ogóle patrzeć przez ten paradygmat, postrzegał karę jako okrutne zło konieczne, który spada w reakcji na obiektywnie niewłaściwe zachowanie.

Wiele lat później wyprowadził się z domu i nikt nie mógł już go bić. Ale nawyki pozostały.

Kiedy “robił coś niewłaściwego”, nie brał pod uwagę, że musi ponieść tego konsekwencje w taki czy inny sposób. Świat był dla niego jak rodzice, których można po pierwsze okłamać i ukryć pewne przewinienia, a po drugie wybłagać, by nie karali (co czasem w dzieciństwie się udawało). Mimo niepowodzeń tej taktyki choćby w starciu z Urzędem Skarbowym – wciąż ją stosował.

Dlatego miał też ogromne problemy ze spłatą długów, opłacaniem rachunków i oddawaniem projektu – miał silne poczucie, że im więcej czasu minęło od przewinienia tym mniejsza szansa na karę (w młodości wiązało się to z opadającym powoli gniewem rodzica), toteż wydłużał wszystko niemiłosiernie, jak każda osoba będąca w hipnozie dzieciństwa nie mając pojęcia, że otoczenie ma ten temat zupełnie inne zdanie.

SmartLove

Jeśli sądzisz, że powodzenie w związku zależy tylko od przeznaczenia, partnerzy są po prostu albo dopasowani albo nie, a wszystko co robią dla siebie musi wynikać ze spontanicznych impulsów – to szkolenie z pewnością Cię nie zainteresuje.

Dowiedz się więcej
X

Dowiedz się jak zbudować udany związek

Pobierz trzy darmowe video.

Nie, dzięki.